Na terenie kąpieliska Kopalnia Wrocław, podobnie jak w wielu innych miejscach w Polsce, można spróbować Flyboardu – najpopularniejszego i najłatwiejszego spośród sportów hydro-odrzutowych. O tym, dlaczego nie należy obawiać się Flyboardu, oraz o nieprawdopodobnych emocjach z nim związanych rozmawiamy z Tomaszem Otolińskim – instruktorem największego centrum Flyboardu w Polsce Fly-board.pl. Jak sam mówi, w trakcie swojej kariery „przeleciał” już blisko 1000 osób i, co najważniejsze, nikomu nic się nie stało. Najmłodszy uczestnik miał 11 lat, najstarszy 78, co najlepiej pokazuje, że Flyboard to atrakcja absolutnie dla każdego!


Jakie to uczucie unosić się w powietrzu?


Emocje, jakich dostarcza Flyboard, są absolutnie wyjątkowe. Uczestnik ma okazję doświadczyć lotu oraz poczuć siłę napędu, który go prowadzi, utrzymując się wyłącznie na desce. To są bardzo pozytywne wrażenia, tym bardziej że pozbawione obaw przed upadkiem – nawet jeśli zawodnik starci równowagę, ostatecznie wpadnie tylko do wody.

Powietrzno-wodne ewolucje na Flyboardzie wyglądają naprawdę imponująco na filmie. Wizja przetestowania Flyboardu w praktyce może jednak odrobinę przerażać. Jest się czego bać?


Należy rozróżnić to, co robią zawodowcy, od testowania, czy inaczej nauki latania na Flyboardzie, którą jako instruktorzy praktykujemy z naszymi klientami. To jak z jazdą na rowerze. Można poruszać się rowerem po mieście z prędkością maksymalnie 20 km/h. Można też wziąć udział np. w downhillu, będącym stromym zjazdem prowadzonym blisko konarów drzew, podczas którego zawodnicy rozwijają prędkość nawet do 80 km/h. W obu przypadkach mamy do czynienia z jazdą na rowerze, jednak stopień zagrożenia jest zupełnie różny. Wszelkie niebezpieczeństwa związane z Flyboardem dotyczą przede wszystkim zawodowców, którzy swoje ewolucje wykonują na wysokości 15, a w optymalnych warunkach nawet 20 metrów. Dla porównania, z uczestnikami, którzy testują Flyboard, osiągamy poziom od 3 do 5 metrów. Jest to już na tyle ekscytująca wysokość, że kursantom często wydaje się, że latali znacznie wyżej. Na tym poziomie nikomu jednak nie może przydarzyć się nic złego.


Jak wygląda testowanie Flyboardu?

Na około 5 minut przed startem rozpoczynamy szkolenie teoretyczne: tłumaczymy, jak skonstruowany jest Flyboard, opowiadamy o przygotowaniu do startu, radzimy, w jakiej strefie latać, aby czerpać z tego przyjemność. Warto pamiętać, że optymalne warunki do latania ma zawodnik poruszający się w obrębie skutera po jego prawej lub lewej stronie. W momencie, kiedy uczestnik oddala się od skutera na długość węża, maszyna stawia opór i latanie staje się trudniejsze. W następnym etapie zawodnik zakłada na siebie sprzęt i przygotowuje się do lotu.


Czas trwania vouchera to 15 minut. Tyle wystarczy, aby rzeczywiście unieść się nad wodą?


Wiele osób obawia się, że w trakcie 15 minut nie zdąży nawet wystartować. W praktyce aż 90% naszych uczestników już po około 5 minutach w wodzie zaczyna latać, kolejne 10 spędzając w powietrzu. We Flyboardzie nie obowiązuje żadna wyjątkowa technika, którą trzeba opanować, żeby polecieć. Uczestnik zachowuje naturalną postawę ciała taką samą, jak gdyby stał na ziemi. Jeśli tylko opanuje siłę, która od dołu napędza urządzenie, to dalej może już swobodnie czerpać przyjemność z zabawy.


Niezapomniane wrażenia zapisują się nie tylko w pamięci, ale także na filmie?


Tak, latając z nami, każdy uczestnik w cenie przelotu może otrzymać również film. Wystarczy przynieść ze sobą kartę  micro SD, którą następnie wkładamy do naszej kamery i nagrywamy przelot.

Czy Flyboard to sport wyłącznie dla osób młodych i wysportowanych? Wielu ludzi może tak go postrzegać.


To jest oczywiście mit i chętnie obalam go, przytaczając przykłady z mojego instruktorskiego życia. Pewnego dnia realizowałem około 20 lotów, spośród których 3 należały do jubilatów obchodzących 50 urodziny. To właśnie oni okazali się najlepszymi zawodnikami – wyszli z wody już za pierwszym razem i przez resztę czasu pozostali w górze. To nie wszystko, pewnego razu przeprowadzałem lekcję z mężczyzną po 70, któremu tak spodobał się Flyboard, że dołączył do naszej ekipy i dziś jest instruktorem w Poznaniu. We Flyboardzie od wieku uczestnika i jego sprawności fizycznej znacznie ważniejsza jest umiejętność przełamania pewnej bariery w głowie oraz dobre poczucie równowagi.

Czy osoby, które nie potrafią pływać lub są niepełnoletnie, również mogą polecieć?

Po co pływać, skoro można latać – to nasze hasło. Podczas testowania Flyboardu umiejętność pływania nie jest wymagana, ponieważ wszystkim zawodnikom zakładamy kamizelki asekuracyjno-wypornościowe. Co do dolnej granicy wieku, wyznacznikiem jest wielkość stopy uczestnika, która musi być na tyle duża, aby buty mogły zapewnić mu pełną stabilizację, oraz siła umożliwiająca manewrowanie ciałem. Najmłodszy uczestnik jakiego do tej pory szkoliłem, miał około 11 lat, najstarszy 78, co najlepiej pokazuje, że Flyboard to atrakcja absolutnie dla każdego!

Flyboard to stosunkowo nowa dyscyplina sportu. Kiedy Ty usłyszałeś o niej po raz pierwszy?

Zainteresowałem się Flyboardem, gdy mój kolega Kajetan Sikorski wprowadził go do Polski. Już w pierwszym sezonie spróbowałem nowej dyscypliny jako kursant i tak mi się spodobało, że wkrótce zakupiłem własny sprzęt. Jeździłem z nim po całej Polsce, pokazując ludziom, czym jest Flyboard. Skupiłem się na uczeniu ludzi i dostarczaniu im tych pierwszych wrażeń związanych z lataniem.
 
Domyślam się, że nauka Flyboardu musi być związana z wieloma zabawnymi sytuacjami. Któreś z nich szczególnie zapadły Ci w pamięć?


Mam wiele anegdotek. Zacznę może od historii, która naprawdę mocno mnie wystraszyła. Pewnego razu zawodnik, który latał ze mną na Flyboardzie, stracił równowagę i wpadł do wody, po czym krzyknął, że wypadło mu oko. W pierwszej chwili zamarłem, jednak okazało się, że mowa była o szklanym oku, z którego ten człowiek korzystał, a taka sytuacja mogła mieć miejsce podczas każdego innego upadku do wody. Ostatecznie uczestnik dokończył swój przelot bez oka. Innym razem Flyboard posłużył jako element małżeńskich potyczek. Żona mężczyzny, który latał na Flyboardzie, siedząc obok mnie na skuterze, zastanawiała się, w jaki sposób zrobić mu psikusa. W pewnym momencie chwyciła za moją dłoń i zdjęła z gazu. W tym momencie mężczyzna latający już na wysokości około 5 metrów z impetem wpadł do wody. Zdezorientowany, a przede wszystkim zaskoczony klient zaczął pytać: co się stało? Na co żona krzyknęła: kochanie, to za wczoraj! Oczywiście cała sytuacja miała miejsce w bezpiecznych warunkach z dala od twardych elementów, o które mógłby uderzyć klient, upadając do wody.

Co jest dla Ciebie najbardziej pociągające w pracy instruktora?

Surferski luz – plaża, słońce, praca na świeżym powietrzu, a przede wszystkim dostarczanie ludziom niezapomnianych wrażeń. Uwielbiam oglądać tę radość na twarzach ludzi, kiedy zdejmując latające buty mówią o tym, że przeżyli coś absolutnie niesamowitego. Mieli okazję poczuć się jak superbohater, a wszystko to dzięki nam i naszym wskazówkom. To dla mnie najlepsza motywacja.