Produkty w Toim koszyku

TWÓJ KOSZYK (36)
Podaruj przeżycie! Poczuj moc wrażeń!

Blog

Blog



25 sierpnia 2010

Było odlotowo!!!

Sprawdźcie, jak swoje wrażenia opisuje Ola, która specjalnie dla Was przetestowała nasz niezwykły prezent - lot szybowcem.

"Pierwsze emocje, po sobotnim locie szybowcem, w końcu opadły. Dopiero teraz mogę coś napisać, gdyż wcześniej nie potrafiłabym wykrzesać z siebie więcej niż okrzyk: „huraaaa!!”.

W sobotnie popołudnie dotarłam na teren aeroklubu wraz z moją grupą wsparcia. Czekając na lot usiedliśmy na trawie i wygrzewaliśmy się w słońcu. Z lekkim niepokojem obserwowałam startujące szybowce i próbowałam odgonić od siebie uporczywe myśli o lęku wysokości. Zastanawiałam się jak to będzie, gdy już znajdę się w powietrzu. Pierwsze wizje nie były zbyt krzepiące ani dla mnie, ani dla mojego żołądka. Ale zanim zdążyłam wziąć pod uwagę możliwość ucieczki, podszedł do mnie uśmiechnięty instruktor i oznajmił, że możemy ruszać.

Krótkie przeszkolenie z zasad bezpieczeństwa i niezliczone żarty pilota-instruktora sprawiły, że nawet się nie zorientowałam, kiedy znalazłam się w szybowcu na miejscu pierwszego pilota. Instruktor krok po kroku tłumaczył co za chwilę nastąpi. Szybowiec został przymocowany liną holowniczą do samolotu, który miał nas wznieść na wysokość 600 metrów. Ruszyliśmy i w krótkim czasie wzbiliśmy się w powietrze. Od razu zapomniałam o strachu. Przede mną rozciągały się niezwykłe widoki. Po chwili samolot dał znać skrzydłami i odczepiono linę. Trudno opisać to wrażenie: cisza niezakłócona pracą silnika, otwarta przestrzeń, błękit nieba, niezwykłe krajobrazy widziane z lotu ptaka. Przy dobrej widoczności można nawet zobaczyć zarys gór. Niesamowite!

Już w powietrzu okazało się, że dla amatorów mocniejszych wrażeń przewidziane są dodatkowe „atrakcje”. Bez zastanowienia przystałam na propozycję mojego pilota i już sekundy później mknęliśmy pionowo w kierunku ziemi! Przyznam, że krzyknęłam z przerażenia. A w następnej chwili prosiłam mojego pilota o kolejna taką akrobację. Uczucie nieważkości i skumulowanie sił pędu, odśrodkowych, dośrodkowych oraz wszystkich innych, o których istnieniu dotychczas nie miałam pojęcia, właśnie teraz zadziałało ze zdwojoną siłą. Zamiast panikować i krzyczeć, co chwilę domagałam się kolejnych „atrakcji”. Nieograniczone uczucie wolności, satysfakcja z przezwyciężenia lęku wysokości i przede wszystkim radość ze spełnienia marzeń o lataniu, na przemian kłębiły się w mojej głowie. Cudowne chwile, niezapomniane wrażenia, niezwykłe emocje – właśnie w ten sposób będę od teraz myśleć o lataniu szybowcami i o ludziach, którzy tej pięknej pasji podporządkowują całe swoje życie. Już wiem na pewno, że jeszcze nie raz zdecyduję się na lot szybowcem, a kto wie, może nawet na kurs szybowcowy?

Pozdrawiam całą kadrę aeroklubu, a w szczególności mojego instruktora, któremu chciałabym szczególnie podziękować za wsparcie i zapewnienie wspaniałej atmosfery."


19 sierpnia 2010

Ostra jazda po bandzie 


Sprawa wygląda tak. Prezentokratyczny prezent “Ekstremalna jazda na torze wyścigowym"  oznacza z jednej strony świetną zabawę, z drugiej – popsuty humor. Dlaczego? Jak tu nie kląć pod nosem, jeśli ciężko wypracowana duma z własnych osiągnięć za kierownicą sportowego Subaru znika na twoich oczach, kiedy tylko za kierownicę siądzie profesjonalny kierowca rajdowy.

Najpierw chwila teorii. Potem uczysz się jak wchodzić w zakręty, jak panować nad maszyną pędzącą po torze wyścigowym. Potem dumnie siadasz za kółkiem. Zapinasz specjalne szelki i nieśmiało ruszasz. Wystarczy kilka podstawowych uwag, aby załapać o co chodzi. To tak jak jazda po parkingu Tesco w nocy… tylko że na profesjonalnym torze wyścigowym i w maszynie, która pod maską skrywa 300 koni mechanicznych, a setkę wyciąga w 4,5 sekundy.

Hmmm… może to jednak nie było najlepsze porównanie…

Potem to już tylko kwestia pozostawania otwartym na uwagi instruktora, który przez cały czas czuwa nad twoimi poczynaniami. Uczucie jest niesamowite. Z chwili na chwilę wychodzi co raz lepiej, a w myślach zaczynają się układać plany dotyczące międzynarodowej kariery rajdowej…

Ale to wszystko na nic. Po zakończeniu jazdy pod okiem instruktora to on zasiada za kółkiem i wykonuje ostatnie okrążenie. I dopiero wtedy widać, co ta maszyna naprawdę potrafi. Marzenia o sławie i oblewaniu szampanem skąpo ubranych hostess pryskają jak bańki mydlane. Pozostaje tylko… chęć ponownego chwycenia za kółko i pokazania temu instruktorowi jak to się robi!


21 czerwca 2010

Prezentokracja partnerem Ślubu od Kuchni

 
Już 24 czerwca 2010 roku we wrocławskiej Restauracji Teatralnej na Placu Teatralnym 4 odbędzie się druga edycja cyklicznych spotkań „Ślub od Kuchni”. Po sukcesie pierwszej edycji organizatorzy postanowili wyjść jeszcze bardziej naprzeciw oczekiwaniom uczestników rozbudowując cały program imprezy. Już w ostatni czwartek czerwca między godziną 18.00 a 20.00 każdy, kto wcześniej zarejestruje się e-mail-owo będzie mógł indywidualnie porozmawiać z 14 specjalistami od tematyki ślubnej.

Wśród wielu konsultantów znajdą się: florystka- Katarzyna Nawrot, która doradzi w doborze kwiatowych dekoracji, brafiterka- Agnieszka Socha zajmująca się profesjonalnie doborem bielizny ślubnej, fotograf- Krzysztof Citak, który zdradzi jak dobrze prezentować się przed obiektywem oraz agencja weddingowa 2 cytryny, która opowie szczegółowo o organizacji i stylizacji ceremonii ślubnych. Organizatorzy również zadbali o sprowadzanie specjalistów, którzy doradzą i pokażą jak zadbać o swoje ciało (Marta Tymoszewicz-Fitness Studio, Niebieskie Migdały-Nastrojowa Kosmetyka) oraz zaprezentują najnowsze trendy w makijażu oraz fryzjerstwie (Studio Lima, Roma Szafranek-wizażystka).

Całe spotkanie zakończy Wielka Loteria „Ślubu od Kuchni”, w której główną nagrodę jest lot szybowcem, który ufundowała „Prezentokracja”. Organizatorami eventu są Pracownia „Makijaż od Kuchni” oraz Agencja PR Avando.

Aby wziąć udział w konsultacjach należy wysłać swoje zgłoszenie na slub@makijazodkuchni.pl.

ŚLUB OD KUCHNI,
24 czerwca 2010, godz. 18:00
Restauracja Teatralna,Plac Teatralny 4, Wrocław
wstęp: 8 zł
 

14 kwietnia 2010

Prezentokracja wspiera akcję "Strony nie ryczą"!


Lubicie przeglądać strony internetowe w spokoju? Nie znosicie w panice przeszukiwać zakładek przeglądarki w poszukiwaniu strony, na której panoszy się nachalna reklama dźwiękowa? Jeśli padliście ofiarą internetowej audio-napaści, pamiętajcie: NIE JESTEŚCIE SAMI.

Zaprotestujcie przeciwko ryczącym reklamom, wspierając akcję "Strony nie ryczą". Dołączcie do nieryczącej społeczności na stronynierycza.pl.

Inicjatorem akcji jest zaprzyjaźniony z Prezentokracją serwis biblioNETka.pl. Prezentokracja trzyma kciuki za powodzenie przedsięwzięcia!



13 maja 2010

Prezentokracja na polu bitwy!


kliknij zdjęcie, aby zobaczyć galerię

W ostatnią sobotę ekipa Prezentokracji, wraz z gronem znajomych postanowiła wybrać się za miasto. To jednak nie piknik i błogie wylegiwanie się na trawie były celem tej wyprawy. W bojowych nastrojach wyruszyliśmy bowiem na bitwę. Z nadzieją na świst kul, adrenalinę i tryumf zwycięstwa, spotkaliśmy się z właścicielem pola na stacji benzynowej w Długołęce. Stamtąd było już blisko do ostatniego przystanku podróży - otoczonej kwitnącym rzepakiem łąki pod lasem.

Na miejscu czekała na nas masa atrakcji, których lista rozpoczęła się już od rytuału wybierania kombinezonu. Na widok towarzyszy broni w nowej odzieży maskującej, na twarzach nawet najbardziej mrukliwych wojowników, pojawił się uśmiech. Od teraz czuliśmy się, jak przedszkolaki, które dostały nowe kaloszki i do woli mogą taplać się w kałużach!

Następnie Pan Instruktor udzielił nam krótkiego, acz konkretnego szkolenia z tego, jak zachowywać się na polu paintballowym. Dowiedzieliśmy się, że o ile przestrzega się paru reguł, jest to sport bardzo bezpieczny. Otrzymaliśmy broń, każdy do magazynku wsypał swoje kulki, założyliśmy maski i... ruszyliśmy w bój!

Początkowe tzw. "deathmatch'e" zapoznały nas z charakterystyką gry.
Szybko ustaliliśmy system znaków, którymi będziemy się posługiwać, tak, by nie informować się mową i nie dawać przeciwnikowi forów . Co prawda niektóre gesty wyglądały tak samo, np. "Wy dwaj idźcie tam" jak "tam jest dwóch przeciwników", ale kto by tam skupiał się na takich szczegółach?! Byliśmy już w transie - jak gazele przemykaliśmy pomiędzy przeszkodami, naboje gruchotały w magazynkach naszych karabinów, a nad głową świszczały kule.

Po paru meczach "na rozgrzewkę" i kilku pierwszy ranach postanowiliśmy zagrać w scenariusze dla prawdziwych twardzieli. Podzieleni na dwa obozy eskortowaliśmy walizkę, następnie utrudnialiśmy drużynie przeciwnej to samo zadanie. Chroniliśmy generałów, a na koniec czterech śmiałków stało się Predatorami, którzy w lesie polowali na resztę graczy.

Po około trzech godzinach, zmęczeni ale szczęśliwi, zasiedliśmy do stołów, by spożyć wojskową kiełbaskę z grilla. Jedzeniu towarzyszył gwar rozmów - opowieści z placu boju, dramatyczne historie o rannych uratowanych przez medyków i o żołnierzach, którzy z przyjaciółmi dzielili się ostatnimi nabojami. Pełni emocji i wrażeń mogliśmy już wrócić do szarej codzienności.

Dziś zostały nam wspomnienia i fotografie. Spora grupa uczestników wycieczki wciąż chwali się odniesionymi w walce ranami i pręży przed rozmówcami posiniaczone ciało. Dla większości był to paintballowy pierwszy raz. Dla większość z pewnością nie ostatni!

 

Zadzwoń

71 350 02 06

Formularz kontaktowy

Copyright 2010-2011 by Prezentokracja s.c.

Design by ProudPixels.eu powered by Piotr Bencki